wróciłam właśnie z treningu. w domu cisza i mrok. ja oczywiście przestraszona, bo musiałam pokonać pustawą ulicę, potem ciemną bramę i za bramą oddzielony od cywilizacji nieoświetlony chodnik wokół którego roztaczają się krzaczory, a na końcu klatka - a wcześniej widziałam, że we wszystkich mieszkaniach ciemno. A, że po dzieciństwie w towarzystwie Freddiego Krugera moja wyobraźnia jest nad wyraz kreatywna, nie trzeba mi nawet aż tylu powodów do strachu. Każdy szelest oczywiście jawi się w mojej głowie jako czający się na mnie złodziejmordercagwałciciel, brak szelestu - jako doświadczony ten sam pan. Co ciekawe panie nie występują w urojeniach mojej wyobraźni. To się nazywa dyskryminacja.
Siedzę więc sama i żałosna i oddaję się uzależnieniu memu - od Internetu, albo raczej - od nierobienianiczegokonstruktywnego. O, pisze do mnie mój kolega Irlandczyk - zawsze mnie wypatrzy:)
piątek, 5 października 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz