piątek, 5 października 2007

ciąg dalszy początków

No i zaczął się tydzień "Induction" - załatwianie, kolejki, wyścigi do stoisk, tłumy, duchota, NUDA, ale jestem dobrej myśli - dzięki temu, że nie zdążyłam załapać się na żadną z wycieczek krajoznawczych, poza darmową po dzielnicy uniwersyteckiej, zaoszczędziłam ok. 20Euro:) Zwykle uciekam przed końcem wykładów na tematy typu - obsługa komputera w kampusie i kieruję się do mensy na smaczny obiadek w studenckiej cenie, a potem na około idę do metra - aby zahaczyć o zieloności i nieznane zakamarki miasteczka studenckiego. Potem metrem godzinka i wieder zu Hause.
Wczoraj poznałam drugą moją współlokatorkę - Kerstin, supersympatyczna i spooora kobita (180cm wzrostu). Razem spożyłyśmy nasze ukochane pesto - w wersji austriackiej - z ziemniakami, tyle że wtedy używa się raczej czerwonego ostrego sosu. makaron oczywiście nie znika z przepisu! Palce lizać:)
A dziś miałam plan iść do lekarza (bo mam nipokojący odstający pieprzyk na prawym pośladku), do biura dzielnicowego zameldować się, na uniwerek zapisać się na wycieczki oraz na sport. Udało mi się to ostatnie, ale jakże jestem szczęśliwa - będę chodzić na Jazzdance! Oraz na ligowego badmintona, ale to już poza uniwerkiem - trening nr 2 mam dziś o 19 - a wciąż nie mogę się ruszać po wtorkowym! A we wtorek po treningu poszłam z nowymi koleżankami, których średnia wieku była dużo wyższa niż moja na browarek, tam byli również moi nowi koledzy. no i gadali i gadali, po niemiecku w wersji berlińskiej, a ja nie rozumiałam prawie nic! Nie należę do pewnych siebie, a mimo to przeceniłam swoje niemieckojęzyczne możliwości:)
Kończę już na dzisiaj i zabieram się do lektury książeczki, z której mam napisać recenzję. Ma 160 stron, a czytam ją już od poniedziałku - i jestem na stronie 101 - imponujące!

Brak komentarzy: